Better Call Saul (2017)

Serial „Better Call Saul” to chyba jedyny udany spin-off jaki widziałem, a wyzwanie to było niemałe, gdyż jest to serial przedstawiający co działo się przed serialem „Breaking Bad”, który też jest dostępny na Netflix i który również serdecznie polecam. „Breaking Bad” opowiada historię Waltera White’a, który z chorego nauczyciela chemii przemienia się w potentata narkotykowego. Na swojej drodze spotyka wiele osób, w tym skorumpowanego adwokata Saul’a Goodman’a, oraz wchodzi w drogę innym mafiozom. Z kolei „Better Call Saul” przedstawia perypetie wspomnianego adwokata i wyjaśnia jak stacza się na nie do końca uczciwą drogę.

Osobiście uważam, że serial „Better Call Saul” najbardziej docenią fani „Breaking Bad”, ale jestem szalenie ciekawy jak oba seriale odebrałyby osoby, które obejrzałyby je w kolejności chronologicznej.

Nie mogę się też doczekać momentu w którym „Better Call Saul” nadgoni czasy „Breaking Bad” i czy w ogóle to nastąpi.

Czarne Lustro (2016)

„Czarne Lustro” to Brytyjski serial będący krytyką cyfryzacji naszego świata i swojego rodzaju ostrzeżeniem. Każdy odcinek serialu to całkowicie inna historia. Można powiedzieć, że jest to serial składający się z niezależnych filmów krótkometrażowych, które łączy motyw jakie problemy może nieść za sobą technologia w przyszłości. Choć większość odcinków ma elementy futurystyczne, które sugerują, że filmy te nie mają miejsca w teraźniejszości, to nie da się ukryć, że owa przyszłość jest już za rogiem.

Polecam obejrzeć choć pierwszy odcinek zatytułowany „The National Anthem”, który mógłby mieć miejsce już dzisiaj.

Nie ukrywam, że sama nazwa „Czarne Lustro” jest genialnym tytułem tej serii nawiązując do ekranu smartfona, który czasem używany jest jako lusterko. I tak jak ekran komórki, serial ten jest naszym społeczno-obyczajowym lustrzanym odbiciem ukazującym kulisy naszej niedalekiej przyszłości.

The Expanse (2015)

Reklama

Skoro już weszliśmy w tematykę przyszłości, to zachęcam do obejrzenia „The Expanse”. Osobiście nie lubię filmów i seriali typu Star Wars i Star Trek (no i właśnie straciłem połowę czytelników). Po prostu nie lubię takiego klimatu. Mimo to, uwielbiałem serial Battlestar Galactica z 2004 roku. A to dlatego, bo nie skupiał się on na rasach i technologiach, ale na rozwoju postaci, polityce i ciekawej historii.

Był to serial, który w pewnym sensie uratował stację Sci-Fi, która nie miała udanej produkcji od dobrych paru lat. Od czasu Battlestar Galactica nie przypominam sobie serialu produkcji Sci-Fi (teraz już Syfy), który podbiłby aż tak serca swoich fanów. Obecnie „The Expanse” ma potencjał by być przyzwoitym następcą Battlestar’a, choć nie ukrywam, że akcja pierwszego sezonu rozwijała się strasznie wolno, by nie powiedzieć, że była nudna.

Drugi sezon ma być bardziej polityczny i mniej sensacyjny przybliżając go do klimatu Battlestar’a. Szalenie podoba mi się postać Chrisjen Avasarala jednej z najważniejszych polityków ONZ graną przez Shohreh Aghdashloo. Jest to silna, inteligentna i przebiegła kobieta umiejętnie pociągająca za sznurki, by utrzymać ziemię jako kolebkę ludzkiej cywilizacji. Zdecydowanie brakuje takich silnych postaci w telewizji i kinie.

Designated Survivor (2017)

Jeżeli wolicie politykę z nutką serialu obyczajowego bez dodatku fantastyki, to „Designated Survivor” może być serialem dla Was. Historia jest dość prosta; podczas przemowy Prezydenta Stanów Zjednoczonych w Kongresie eksploduje bomba, która pochłania cały Kapitol. Nowym prezydentem zostaje specjalnie oddelegowana na taką okoliczność osoba zwana „designated survivor”. W tym przypadku jest to Tom Kirkman sekretarz urbanizacji. Czy nowy prezydent poradzi sobie ze stabilizacją narodu, który właśnie stracił niemal wszystkich polityków? Czy stany przestaną być zjednoczone, gdy politycy regionalni zaczną bić się o miejsce w Waszyngtonie? Czy naród zaakceptuje prezydenta, który nie był wybrany przez głosowanie? Poza tym kto wysadził Kapitol i czy Amerykanie są bezpieczni?

Serial mi się bardzo podoba od strony politycznej, bo lubię dramaty polityczne. (Nie mylić z tragikomedią polityczną jaką funduje nam Polska polityka – zarówno partia rządząca jak i opozycja).

To co mi w tym serialu przeszkadza to wątek poszukiwania sprawców zamachu, gdyż ten przypomina CSI, którego oglądać nigdy nie byłem w stanie. Enhance!!!

House of Cards (2016)

Na koniec jeszcze jeden serial polityczny, którego przedstawiać nie trzeba. Netflix nawet zrobił w Warszawie niezłą reklamę piątego sezonu. W centrum Warszawy pojawiła się duża reklama niedaleko Rotundy obrazująca Franka Underwooda w okół którego była (sztucznie moim zdaniem wygenerowana) afera. A na Tamce pojawił się mural ukazujący Claire.

Znalazłem fajny mural na Tamce. #mural #houseofcards #houseofcards3 #houseofcards3season

A post shared by Mateusz Polkowski (@mkpolkowski) on

Choć grę aktorską Kevina Spacey’ego i Robin Wright uwielbiam do granic możliwości i uznaję za szczyt sztuki aktorskiej, to piąty sezon uważam za niechlujny. Całe piękno tego serialu polegało na tym jak Frank Underwood podcina skrzydła i kopie dołki pod swoimi rywalami zdobycia władzy, a później by ją utrzymać nie zostawiając po sobie najmniejszego dowodu. Wszelkie podejrzenia były odpierane bardzo logicznymi i wiarygodnymi białymi kłamstwami.

Z kolei piąty sezon praktycznie zniszczył tę całą koncepcję. Miałem przez cały czas wrażenie, że scenopisarze i reżyserowie na siłę chcieli podrasować akcję serialu robiąc z niego bardzo niewiarygodną papkę, gdzie postacie robią rzeczy, których ukryć się po prostu nie da. Największy uraz mam do postaci Claire, która po prostu była w tym sezonie niewybaczalnie głupia, choć wcześniej dotrzymywała kroku Frankowi, jeżeli go nie przerastała.

Serial polecam, aczkolwiek oczekuję na poprawę w szóstym sezonie.

To by były wszystkie seriale na Netflix jakie oglądam. A Wy? Jakie seriale oglądacie na Netflix? Co myślicie o moim zestawieniu? Dajcie znać w komentarzu!