Pamiętam, gdy raz dostałem pewien prezent (nie ważne co to było i od kogo), ważne że był to upominek z kategorii „nie wiem co Ci kupić, więc masz coś losowego ze sklepu z małymi upominkami”. Po początkowym zdziwieniu uznałem, że jest to rzecz, która nigdy mi się nie przyda. Jednak trzymałem ten obiekt, bo czułem, że jeżeli go wyrzucę to zrobię przykrość mojemu darczyńcy.

Po latach i którejś z rzędu przeprowadzce doszedłem do wniosku, że zrzucę dodatkowy balast. Prezent wyrzuciłem czując się przy tym jak najgorsza i bezwzględna świnia. Czułem się źle w stosunku do osoby, która podarowała mi prezent. To tak jakbym powiedział jej, że mam ją w dupie. Miałem tak duże wyrzuty sumienia, że w pewnym momencie zagaiłem rozmowę ze swoim darczyńcą na temat tego prezentu sprzed lat by dowiedzieć się, że… Mój darczyńca kompletnie nie przypomina sobie faktu dawania mi czegoś takiego.

Czy w takim razie na pewno było warto przywiązywać taką wartość emocjonalną do rzeczy?

Zagubione pióro

To pytanie zadałem sobie ponownie w tegoroczne Walentynki, gdy uświadomiłem sobie, iż zgubiłem swoje wieczne pióro, które dostałem od swoich rodziców w ramach obrony swojej pracy magisterskiej. Pióro to było dla mnie szalenie ważne, gdyż zgubiłem niemal identyczny model, który również dostałem od rodziców w ramach zdania matury.

Jak bardzo beznadziejnym synem trzeba być, by zgubić dwa stosunkowo kosztowne podarunki za osiągnięcia będące w pewnym sensie kamieniami milowymi mojego życia? Jakiego trzeba mieć pecha, żeby z całego asortymentu piśmiennego zgubić akurat pióro, a nie długopis V5 Hi-TecPoint 0.5 Pilota, czy ołówek automatyczny „no name”?

Jest mi przykro z trzech powodów: zgubiłem pióro, które ogromnie lubiłem (ale to tylko pióro, wykładam 400 zł na stół i mam drugi taki sam model), zgubiłem prezent od rodziców (ale moi rodzice żyją i mogliby mi kupić drugi trzeci), zgubiłem podarunek za konkretne osiągnięcie (a tego już się nie da odkupić). Moi rodzice zaproponowali, że sprezentują mi kolejne pióro, ale odmówiłem, bo to nie będzie już pióro za osiągnięcia w nauce, ale pióro „za bycie pierdołą, która zgubiła pióro za osiągnięcia w nauce”.

Po co się tak męczyć?

Reklama

Ostatnie akapity brzmią tak jakbym bardzo lubił się wewnętrznie torturować. Pewnie każdy już uważa, że jestem emocjonalnym masochistą, ale nie piszę tego tekstu by się piśmiennie biczować. Chcę zadać tylko jedno ważne pytanie: czy to nie chore, że darzymy zwykłe przedmioty tak silnymi emocjami?

Czy świat nie byłby lepszy jeżeli odrzucilibyśmy materialne obiekty jako manifestacja pewnych osiągnięć, miłości, prestiżu, statusu? Czy nie bylibyśmy szczęśliwi, gdyby zbity talerz był tylko zbitym talerzem, a nie unikalnym elementem unikalnego zestawu drogiej chińskiej zastawy? Czy zamiast płakać za zgubioną obrączką nie lepiej cieszyć się, że mamy przy sobie bratnią duszę? Czy dyplom lub pióro jest ważniejsze od wiedzy jaką się pozyskało na studiach?

Minimalizm

Minimalizm to ideologia, która często jest kojarzona ze skrajnością człowieka redukującego swój dobytek do stu rzeczy, ale ten obraz mija się z esencją minimalizmu. Prawdziwy minimalizm ma swoje źródła w pragmatyzmie i stoicyzmie. Polega on na oderwaniu się od rzeczy fizycznych pod względem emocjonalnym. Obowiązuje tutaj podejście, że każda rzecz którą posiadasz w pewnym sensie posiada Ciebie; potrzebuje Twoich pieniędzy, Twojej uwagi, czy Twojego zaangażowania. Od domu, po skarpetki – każda rzecz trochę Ciebie potrzebuje.

Zrób sobie mały test: weź kartkę papieru i wypisz na niej wszystko co posiadasz. Wszystko! A teraz spójrz na tę listę i odpowiedz sobie na pytanie czy każdej rzeczy potrzebujesz. Ile z tych rzeczy nie było przez Ciebie tknięte przez ostatni rok? Czy trzymasz je bo sprawiają Ci przyjemność, czy może jesteś ich niewolnikiem?