To się psiarze wykazaliśmy empatią i pozytywnym podejściem w ubiegłym tygodniu…

Z dość histerycznego, moim zdaniem, wpisu na fanpage’u „Koka i Ja” wynika, że w piątkową noc (29 kwietnia), chora na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) typu I Agnieszka Filipkowska, wymagała interwencji medycznej. Mama Agnieszki wezwała pogotowie ratunkowe. Gdy ratownicy medyczni już się zjawili, ostro stwierdzili „Proszę zabrać tego psa bo nie wejdziemy!” na co Mama Agnieszki zaczęła tłumaczyć, że Koka jest psem asystującym, że nie ma agresji itd. a trzy dni później (2 maja) na łamach fanpage’a, któraś z Pań wrzuca tekst kulturalnie obsmarowujący ratowników, który zawiera stwierdzenie ich braku kompetencji, braku wiedzy z zakresu prawa i pytający czy ratownicy zaniechaliby interwencji w przypadku, gdyby poszkodowana była sama na ulicy ze swoim psem.

Gównoburza

Oczywiście wpis Koki, bo pisany z jej psiej perspektywy, obiegł całą psią blogosferę, a później zatoczył koło i przeleciał się jeszcze przez całą ratowniczą blogosferę za sprawą wpisu Grzegorza Nowaka na ratowniczy.net, który bardzo merytorycznie opisał swój punkt widzenia. Tak właściwie to podziękowałem mu w komentarzu, bo wyręczył mnie w pisaniu niemal takiego samego tekstu.

Ogólnie rzecz biorąc, obserwując ten cały teatrzyk mam właściwie tylko dwie myśli.

Myśl nr 1:

Reklama

Ratownicy wychodzą w tej dyskusji o wiele lepiej, bo starają się przedstawić swój punkt widzenia, który moim zdaniem jest całkowicie poprawny, podczas gdy obrońcy psów wylewają na nich mało merytoryczne pomyje.

Myśl nr 2:

Duty Calls

Moje stanowisko

Uważam, że w tym temacie mogę zająć dość obiektywne stanowisko, gdyż przez pięć lat swojego życia byłem członkiem nieformalnej rowerowej przedmedycznej drużyny ratunkowej obstawiającej cykliczne imprezy masowe. Mieliśmy szkolenia, pozoracje i sporo pracy w terenie. Oczywiście nie mogę się przyrównywać do jakiegokolwiek ratownika medycznego na co dzień jeżdżącego w karetce, ale powiedzmy, że temat liznąłem na tyle, by kłaniać się w pół i wyrazić swoje najwyższe poszanowanie dla ludzi wykonujących ten zawód.

Jestem świadomy jak trudna jest to praca zarówno fizycznie i psychicznie. Kto z was ładował nosze jezdne do karetki? Kto z was widział trupa? Kto z was udzielał pierwszej pomocy osobie bezdomnej śmierdzącej na kilometr albo osobie pod wpływem alkoholu lub innych używek?

Z kolei z psami, tematami około psimi, dogoterapeutycznymi i osobami niepełnosprawnymi też mam styczność i jestem świadom jak prawa osób niepełnosprawnych korzystających z pomocy psów asystujących są kompletnie zlewane i łamane. Kto z was spróbował spędzić cały dzień od pobudki do położenia się spać na wózku inwalidzkim lub z zawiązanymi oczami? Zachęcam do wycieczki na niewidzialną wystawę lub do ciemnej restauracji ? Takie symulacje bardzo otwierają oczy… Eeee… W sensie… Wiecie o co mi chodzi.

Wiem też jak wygląda typowe polskie schronisko. Znam też nasze polskie podejście do zwierząt, które tylko czasem, ze względu na skrajne zaniedbanie lub sadyzm, trafiają do mediów z nagłówkami „pies pogryzł dziecko” lub „bestialsko katował psa młotkiem”. Nie dziwię się, że osoby na co dzień pomagające zwierzakom są przewrażliwione na punkcie dobrostanu zwierząt skoro widują równie makabryczne rzeczy co ratownicy medyczni.

Żeby rozpatrzyć tę sytuację poprawnie, trzeba zrozumieć oba światy. Należy zrozumieć jak ryzykowną pracą jest praca ratownika medycznego i dlaczego reguła „zdechły ratownik to zły ratownik” jest tak istotna, a jednocześnie pojąć jak często osoby z psami asystującymi są dyskryminowane ze względu na widzimisię osób nieznających prawa.

Poniżej chciałby wymienić parę zagadnień, które pojawiły się we wcześniej wspomnianym wpisie „Koka i Ja” i się do nich ustosunkować.

Czy ratownicy mają prawo nakazać zamknięcie psa asystującego?

W Polsce często spotykamy się z sytuacją, gdzie osoba niepełnosprawna nie jest wpuszczana do restauracji z psem asystującym, co jest całkowicie niezgodne z ustawą z dnia 21 listopada 2008 r. o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, ustawy o podatkach i opłatach lokalnych oraz ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. 223, poz. 1463) według której osobie niepełnosprawnej nadaje się prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej wraz z psem asystującym, w szczególności do: budynków i ich otoczenia przeznaczonych na potrzeby administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, opieki zdrowotnej, opieki społecznej i socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym, świadczenia usług pocztowych lub telekomunikacyjnych oraz innych ogólnodostępnych budynków przeznaczonych do wykonywania podobnych funkcji, w tym także budynków biurowych i socjalnych.

Sytuację niewpuszczenia osoby niepełnosprawnej z psem asystującym do restauracji można przyrównać do absurdalnego stwierdzenia typu „może Pan wejść do naszej restauracji, ale rozrusznik serca musi Pan zostawić przy wejściu”.

Jednak prawo w sytuacjach wyjątkowych nieco różni się od prawa na co dzień. Ty, jako zwykły kierowca, nie możesz przejechać na czerwonym świetle, ale karetka na sygnale już tak.

Tak się właściwie składa, że ratownik na pierwszym miejscu ma chronić swoje zdrowie, bo w przeciwnym razie z jednego poszkodowanego wymagającego interwencji zrobi się dwóch. Na drugim miejscu jest ratowanie życia osoby poszkodowanej, a na trzecim wszystko inne – w tym Twój pies.

Jak do Twojego mieszkania wchodzą ratownicy i mówią, by zamknąć psa w pokoju, to zamiast wchodzić z nimi w dywagacje o psach asystujących, po prostu wykonaj polecenie. Wiesz dlaczego? Bo po pierwsze, Twoje mieszkanie nie jest miejscem publicznym, ale miejscem prywatnym, więc nie podlega ustawie, a po drugie, jeżeli już zapraszasz do swojego mieszkania służby ratownicze, które mają pomóc Tobie lub Twojemu bliskiemu, to działaj na ich zasadach, bo nie wykonywanie poleceń przekłada się tylko i wyłącznie na opóźnienie udzielenia pierwszej pomocy.

Uwierzcie mi, pies asystujący w tej sytuacji nie jest kompletnie potrzebny. Wszystko co pies asystujący może zrobić dla osoby niepełnosprawnej może też zrobić ratownik, ale wiele rzeczy, które potrafi zrobić ratownik pies nawet nie pojmie.

Ja nie widzę tutaj żadnego łamania prawa od strony ratowników. Widzę za to mamę Agnieszki opóźniającą interwencję medyczną dla swojej córki. Ja rozumiem, że częste napotykanie oporu od strony restauracji, urzędów, banków itd., które nie powinny robić Ci łaski ze wpuszczaniem psa asystującego do środka, może być na tyle upierdliwe, że w każdej osobie, która krzywo spojrzy na Twojego psa asystującego znajdujesz wroga. Jednak, czy interwencja medyczna w Twoim mieszkaniu jest właściwym momentem, aby dowodzić swoich „racji”? No chyba nie.

Psy asystujące nie mają agresji

Psy asystujące są psami specjalnie wyselekcjonowanymi z miotów hodowców, którzy nierzadko specjalizują się w hodowaniu psów asystujących. Pies z genetycznymi predyspozycjami do pełnienia takiej funkcji jest intensywnie szkolony do swojej przyszłej życiowej roli. Pies nie może wykazywać za grosz agresji, bo to go automatycznie dyskwalifikuje z programu.

Jednak to, że pies jest wyselekcjonowany, przeszkolony na wysokim poziomie, i z tego tytułu prawdopodobieństwo agresji podczas interwencji medycznej jest ekstremalnie znikome, to niestety nie jest bezwzględnie zerowe, więc po co kusić los?

Bardziej od pogryzienia prawdopodobne jest, że pies będzie przeszkadzał, bo nawet najlepiej wyszkolony pies raczej w intubowaniu, defibrylacji czy nakłuwaniu raczej nie pomoże. Oczywiście, bardzo prawdopodobne jest, że pies przeleży całą sytuację, bo umie pracować w dużych rozproszeniach, ale czy to naprawdę jest właściwy moment, aby testować posłuszeństwo psa i odporność na rozproszenia? Moim zdaniem nie.

Czy ratownicy nie podejdą do osoby poszkodowanej na ulicy, gdy jest przy niej pies?

Niektóre pytania, jakie zadała moderatorka fanpage’a głosem Koki, są trochę absurdalne, bo brzmią trochę tak jakby autorka była święcie przekonana, że ratownicy medyczni wręcz szukają wymówek by nie wykonywać swojej pracy.

Ufff! Nie musimy jej ratować, bo stoi przy niej pies! A tej też nie, bo stoi przy niej kot. A tu jest skórka od banana, na której potencjalnie możemy się poślizgnąć, więc według naszej reguły „zdrowie ratownika jest najważniejsze” wpierw poczekamy aż przyjedzie tutaj ZOM i to posprząta. Serio myślicie, że tak to wygląda?

Nie trzeba być ratownikiem, by się domyślić, że każda sytuacja jest nieco inna i na swój sposób wyjątkowa. Jeżeli pies jest przyjazny i spokojny, to można go wziąć i przywiązać do słupa na czas interwencji lub poprosić o przytrzymanie przez gapia, a po interwencji przekazać policji. Z kolei jeżeli pies jest skrajnie agresywny, to żaden ratownik nie będzie się do tego psa zbliżał.

Cieszmy się, że w Polsce nie rozwiązuje się takich problemów „The American Way” i nie pakuje się psu kulki w łeb z byle powodu. Przesadzam? Polecam fanpage Dogs Shot by Police.

Czy ratownicy mają prawo wywalić psa z karetki na ulicę?

Ratownicy nigdy nie wywalą psa z karetki na ulicę, ale to dlatego, że pies w karetce nie powinien się znaleźć. Nawet członkowie rodziny nie jeżdżą w karetkach z osobą poszkodowaną. Dlaczego pies miałby mieć większe uprawnienia? Pies by się tylko plątał pod nogami i mógłby ulec kontuzji. Po co?

Podsumanie

Histeria, wieszanie psów i publikowanie tego wszystkiego na internecie by zrobić zamęt pod pretekstem szukania odpowiedzi na pytania, było zupełnie niepotrzebne. Tego typu sprawy można załatwić na spokojnie wykonując parę telefonów, ale najwyraźniej nie każdemu się chce – lepiej zrobić gównoburzę.

Moim zdaniem wielu miłośników zwierząt, którzy komentowali wpis wypadło bardzo słabo w porównaniu z ratownikami. Widać, kto tu się zajmuje ratowaniem ludzkiego życia, a kto wszczynaniem afer z czapy.

Zgadzasz się z moją opinią? Podziel się swoją w komentarzu poniżej lub na fanpage’u!

  • W samo sedno. Sami kiedys wzywaliśmy pogotowie i żądanie ratowników o zamknięcie Flicki zostało wykonane bez szemrania. Po zażegnaniu kryzysowej sytuacji jeden z ratowników z sympatią sam poprosił o wypuszczenie psa, pogłaskał Flickę i wytłumaczył dlaczego tak kategorycznie i ostro o to poprosili. Flicka nie jest agresywna w stosunku do ludzi, ale prawda jest taka, że nie mam pojęcia, jakby zachowała się, gdyby uznała, że ktoś obcy robi krzywdę bliskiej jej osobie – a tak mogłaby odebrać działania ratowników. I tak jak piszesz, nie chodzi nawet o to, że rzuciłaby się z zębami, ale mogłaby zwyczajnie przeszkadzać próbując sprawdzić co się dzieje, lub biegając wokół zaniepokojona.Myślę też sobie, że jest wiele mniej lub bardziej dobrych sposobów na to, aby spróbować zapewnić psu opiekę, jeśli coś nam się stanie na ulicy – chociażby adresówka, na której jest numer nie tylko do nas, ale też do innego domownika lub bliskiej osoby.

    • Ja również miałem wizytę ratowników pod koniec marca i też prosili, żeby zamknąć psa. Nie było żadnego problemu. Wszystko zostało załatwione profesjonalnie.

      Cieszę się, że nie jestem sam w tych poglądach.

  • Są to oczywiste sprawy, jak zamknięcie psa i nad – emocjonalny wpis, ale moim zdaniem autor bloga do którego się odnosisz chciał trochę zrobić kontra-burzę. Sama zamykałam poprzedniego psa, kiedy do taty przyjeżdżała pielęgniarka z kroplówkami, bo z powodu ,że brał chemię, pies w kiedy był w pobliżu był agresywny do każdego obcego który podchodził do taty (zmiana zachowania spowodowane zapachem i lękiem chyba, ale gdybym nie zaobserwowała zmiany swojego psa, sama pewnie też byłabym niezadowolona takim poleceniem, bo trzeba zrozumieć dlaczego.) I chyba tego wyjaśnienia zabrakło u Agi, i często brakuje. Ludzie sami nie wpadną na to, więc trzeba tłumaczyć. Oczywiście nie w sytuacji zagrożenia życia, bo nie ma na to czasu. Ale skąd ktoś ma wiedzieć czemu ma zamknąć psa kiedy nie dostaje wyjaśnienia tylko argument „bo nie wejdziemy?” Nie oczekuję od ratowników nie wiadomo jakiej wiedzy czy poświecenia (w końcu o jakiej wiedzy mówimy, gdy spora grupa są to kursanci studium zaocznych (nie mówię o wszystkich, ale zdecydowana na większość to ludzie z przypadku jak wszędzie, czy jak wymagać poświęcenia od ludzi zarabiających 1600zł na rękę). Dlatego moim zdaniem bardziej nietrafionym wpisem był wpis pana ratownika. O ile Aga mogła napisać to histerycznie – bo dotknęło jej to osobiście, istnieje faktyczny problem co by się stało, gdyby była bez ludzkiego opiekuna w domu itp. O tyle pan ratownik sprowadził w swoim wpisie osobę niepełnosprawną i psa asystującego do poziomu psiary-maniaczki i rozwrzeszczanego jorka. A tak nie powinno być. Powinno być to wytłumaczone bez ironii i bez takich emocji. Wytłumaczony – by psiarze zrozumieli, a nie odebrali jako kontratak.
    Argumenty są jak najbardziej trafne, wyjaśnienia na miejscu, ale nie tym językiem, nie w taki sposób, nie z taką ilością niedopowiedzeń, niejasności czy mydlenia oczu. Rozumiem ratowników, nie winie ich, wiem że ludzkie życie jest priorytetem i po to ratownicy często uczeni są samoobrony, bo mimo wszystko życie zdrowie dobrego ratownika, jest więcej warte niż to czy awanturujący się pijaczek pojedzie na zszywanie reki rozciętej zrobionym tulipanem. Ale uważam, że pan ratownik nawet nie spróbował się postawić na miejscu Agi i Koki i zrozumieć ich emocjonalnego wpisu. Tylko postawił kontr wpis uzasadniając, że w komentarzach pod postem Agi jeżdżono po ratownikach jak po psach. A u niego jeżdżono po Adze czyli oko, za oko.
    Dlatego mimo, że wpis jest ważny o tyle uważam, że nie w taki sposób powinien być napisany. Bo ja czytając go odniosłam wrażenie: „psiarze ble, mają roszczenia, ble, tylko psy, psy, psy ble ble, nie myślą racjonalnie, bo pies, ble ble, ale ja też kocham zwierzęta więc nie histeryzujcie, bo was rozumiem, ale do cholery uwiążcie te psy na łańcuchu bo za dużo ciągle waszych roszczeń” Niestety. Ogólnie problem jest i będzie. Dla wielu osób nawet nie chorych pies jest często dzieckiem, bratem jedyną istotna z którą można pogadać i która jest. Są różne sytuacje więc nie można się dziwić ludziom, że tak emocjonalnie reagują na to, kiedy ich jedyny kompan, jedyny druh, jedyna istota która wie o ich istnieniu, nie może być przy nich jest to cios. Oczywiście nie upoważnia to do takiego zachowania, czy innych ekscesów, ale tak jest i będzie coraz bardziej, więc trzeba się z tym liczyć i może dopracować „brakujące procedury”.

    • Karnas

      Mam psa, emocjonalnego. Kocham go bardzo, ale w obliczu wezwania pogotowia lądowałby w łazience szybciej, niż dążyłby się zastanowić. Pies na widok ratowników doszedłby najprawdopodobniej do wniosku, że oto zaczyna się najlepsza impreza na świecie, wszyscy ci kolorowi luzie przyszli na pewno do niego, żeby go głaskać i rzucać mu szarpaka.

      Pan ratownik przyjeżdża do pacjenta, któremu coś jest. Nie ma czasu na stawianie się w psiej skórze, skórze właścicieli, jakiejkolwiek skórze. Jeśli ktoś w tym momencie uważa, że ratownik powinien najpierw zainteresować się uczuciami psa, powinien się zastanowić, na kim zależy mu bardziej. Na psie, czy na dziecku, mężu, żonie?

      • Ale nie musisz mi tego tłumaczyć, ja z tym problemu nie mam i to wiem, ale ja jestem świadomym opiekunem psa, Ty także, ale 90% ludzi ma psy i tyle. Skoro to york, pudel, kundelek-kanapowiec który nie gryzie, skąd oni mają wiedzieć, że może zachować się inaczej w stresującej sytuacji, kiedy żyją w przeświadczeniu, że czekolada nie szkodzi, a surowe mięso wywołuje agresję, a merdanie zawsze oznacza radość. Chodzi o to, że wiele osób czuje się zaatakowanych argumentem: „zamknąć psa, bo nie wejdziemy” bo nie rozumieją / nie wiedzą / nie podejrzewają problemu – bo skąd maja wiedzieć, jak nie wiedzą nawet tego, że psia kupa z trawnika nie wyparuje 5min po zniesieniu. Dlatego trzeba uświadamiać, ale nie przez ironię, czy kontratak. Psiarze maja popierdzielone we łbie więc takie uświadamianie spowoduje jeszcze większy hejt niż wyjaśnienie które zostanie przyjęte. Ot wszystko. Niestety. Dużo niedopowiedzeń, dużo zaniedbań z jednej i z drugiej strony i zbyt wiele emocji o to efekt. Zdecydowanie niepotrzebny, ale jedna i druga strona nie jest do końca ok. Także chyba opatrzenie zrozumiałeś mój komentarz. Nie chodzi by tracić czas podczas ratowania życia pacjenta na wyjaśnienia, tylko wyjaśnić kiedy jest czas i jak wyjaśniać, to porządnie, starając się zrozumieć tę druga roszczeniową stronę, bo inteligentym ludziom tłumaczyć nie trzeba, a tym co maja problemy, trzeba tak, by zrozumieli, a nie stworzyli kolejny.

        • Ja osobiście nie odebrałem wpisu Grzegorza Nowaka tak bardzo negatywnie. Jego styl mnie nie raził, a argumenty były bardzo sensowne.

          • Argumenty jak najbardziej są trafne, może partrzę przez pryzmat tego, że odniósł się do historii osoby niepełnosprawnej, a pisał o psarzach-histerykach. Taki jakiś zgrzyt dla mnie.

          • Osoby niepełnosprawne chcą być traktowane jak osoby z pełną sprawnością. Nie gorzej. Nie lepiej. Tak samo. Dlaczego nie można o osobie niepełnosprawnej odnosić się jak do psiary histeryczki?

            Poza tym, z tego co widzę, to niewłaściwie zachowała się zdrowa fizycznie matka, a nie niepełnosprawna córka, więc tym bardziej.

          • ewa

            Bo to mniej więcej tak, jakbyś do osoby z kulami inwalidzkimi odniósł się jak do pijaczka z kijem. Kule to nie „niebezpieczne narzedzie” a konieczny sprzęt rehabilitacyjny i tak samo pies asysstujący to „żywy sprzęt rehabilitacyjny”, a nie pierwszy lepszy Pimpek, o którym pisze autor bloga ratowniczy.net

          • Nie wiem do czego się Pani odnosi w swoim komentarzu.

            Skorzystam z Pani analogi, by wytłumaczyć swoje stanowisko w tej sprawie. Jeżeli przyjeżdża ratownik do inwalidy z kulami i mówi „proszę odstawić kule”, to osoba ta powinna odstawić kule, bo ratownik raczej wie, że kule inwalidzie się w tym momencie nie przydadzą, a ratownik może pomóc lepiej niż kule. Tak samo jest jeżeli przyjedzie ratownik i powie „proszę odstawić psa do pokoju”. Wtedy osoba ta powinna odstawić psa do pokoju, bo ratownik raczej wie, że pies w tym momencie się nie przyda i nie pomoże osobie poszkodowanej lepiej niż ratownik, nawet jeżeli to „wyselekcjonowany i wyszkolony pies asystujący”.

            Chciałbym zauważyć, że w swoim tekście uwzględniłem jak wyspecjalizowanym psem jest pies asystujący, ale jako „ŻYWY sprzęt rehabilitacyjny” istnieje mikroskopijna szansa, że może w tej sytuacji zachować się niepoprawnie i po prostu przeszkodzić w interwencji.

            Nie róbmy z psów asystujących bogów. To są dalej psy (czyt. żywe istoty, które mogą się pomylić). Wyszkolone, wyselekcjonowane, genialne w swoich umiejętnościach, ale jednak psy. Wyszkolony człowiek z predyspozycjami do określonego zawodu też może czasem nawalić. Takie jest życie.

            Bez sensu jest narażać ratowników na potencjalne utrudnienia i bez sensu jest narażać psa na niepotrzebny stres związany z oglądaniem interwencji.

          • ewa

            Głównie odnoszę się do przytoczenia przez autora ratowniczy net wszystkich jego nieprzyjemnych doświadczeń z Pimpkiem czy skaczącym wilczurem i stawiania znaku równości między tymi sytacjami a sytuacją z psem asystującym, Odnoszę się też do wpisów na fb, gdzie ratownicy komentujący wpis Agi i Koki bronią kolegów po fachu grożących, że do mieszkania nie wejdą i zestawiających to z pożarem, czy bójką nożowników. Czyli to mniej więcej tak, jakby kule uznać za narzędzie niebezpieczne na równi z pałką czy nożem i na tej podstawie odmówić udzielania pomocy osobie o kulach. Nikt nie udziela precyzyjnej odpowiedzi co by się stało w sytuacji kiedy osoba niepelnosprawna byłaby sama z psem asystującym – też by ratownicy do mieszkania nie weszli? A na ulicy? Nie wyobrażam sobie wręczenia psa wartego 30tysięcy przypadkowemu gapiowi. Dlaczego niby nie można wozić psa w karetce ze względów higienicznych skoro kloszarda można? Kto jest odpowiedzialny za tworzenie procedór obowiązujących ratownikow medycznych?

    • Michał K.

      Przestałem czytać przy „[…] jak wymagać poświęcenia od ludzi zarabiających 1600zł na rękę)”. Polecam zredagować ten komentarz i usunąć z niego tego typu przytyki które są zupełnie nie na miejscu i nie mają żadnego związku z tematem.

      • Chyba się nie zrozumieliśmy. ;) Ja się wcale nie dziwię, że ludzie zarabiający grosze za ciężką i niewdzięczną pracę, często biorąc pewnie jak lekarze i pielęgniarki nadgodziny, bardzo rzadko będąc ludźmi z pasji i powołania nie chcą narażać własnego życia i zdrowia, bo i tak praca jest niewdzięczna i bez tego. Dlatego wcale nie oczekuję od nich, że wyrwą pacjenta z opiekuńczych szczęk jego psa, czy będą walczyć z naćpanym niebezpiecznym żulem. Co innego jak jest to ktoś z powołania, z misją ratowania życia, co ceni cudze życie bardziej niż swoje, który jest doceniony, wynagrodzony, gotów do poświęceń. Ale realia są jakie są, więc wcale mnie nie dziwi ta postawa i nie neguję jej. Jedynie sposób wypowiedzi i przekazu ważnych rzeczy, które są jak najbardziej dla mnie jasne, zrozumiałe i powinny być ogłaszane, ale według mnie w inny sposób.

  • Od dawna wiadomo, że zawód ratownika jest zawodem bardzo niewdzięcznym. I jak zwykle komentujący właściciele psów pokazali, że – jako grupa społeczna – maja bardzo roszczeniowe podejście do… wszystkiego.
    Ratownik medyczny nie jest od tego, by uprzejmie wyjaśniać wszelkie niejasności w sytuacji, gdy zostaje wyzwany po to, by ratować czyjeś życie – jeżeli ktoś tego nie rozumie, to jest po prostu idiotą.
    Sprawa jest wg mnie naprawdę prosta i nie rozumiem tego internetowego szumu: jeżeli lekarz/ratownik mówi, że masz coś zrobić, to to robisz, a nie próbujesz zmieniać jego podejście do danej sprawy.

    • Też tak myślałem, a tu zdziwienie, bo najwyraźniej nie wszyscy nie mają tego wszystkiego tak poukładane. ;)

  • PSIOLUBNI

    Niezwykle irytuje mnie stosunek ludzi do psów asystujących jaki i psów ogólnie. Rozumiem natomiast prośbę ratowników medycznych o zabranie psa. Pies nawet doskonale wyszkolony jest psem, który niewątpliwie kocha swoją panią. W chwili gdy widzi że obcy ludzie robią jakieś dziwne rzeczy, może najzwyczajniej potraktować ich jako zagrożenie i zaatakować. Nawet jeśli tak się nie stanie, to może chodzić, wąchać, czyli zwyczajnie przeszkadzać. Zagrożenie życia naszej bliskiej osoby to nie jest zbyt dobry moment na pouczanie ratowników medycznych.

  • Michał K.

    Trochę pomyślałem i chyba wymyśliłem – może warto byłoby zmienić tytuł notki na „Właściciele psów kontra ratownicy”? No bo w końcu to psiarze rzucili się ratownikom do gardeł, podczas gdy większość ratowników stara/starała się spokojnie i merytorycznie wyjaśnić swój punkt widzenia :)

    • Zmieniłbym, ale nie mogę. SEO rządzi się swoimi prawami, a pająki Google już wpis zaindeksowały. ;)