To się psiarze wykazaliśmy empatią i pozytywnym podejściem w ubiegłym tygodniu…

Z dość histerycznego, moim zdaniem, wpisu na fanpage’u „Koka i Ja” wynika, że w piątkową noc (29 kwietnia), chora na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) typu I Agnieszka Filipkowska, wymagała interwencji medycznej. Mama Agnieszki wezwała pogotowie ratunkowe. Gdy ratownicy medyczni już się zjawili, ostro stwierdzili „Proszę zabrać tego psa bo nie wejdziemy!” na co Mama Agnieszki zaczęła tłumaczyć, że Koka jest psem asystującym, że nie ma agresji itd. a trzy dni później (2 maja) na łamach fanpage’a, któraś z Pań wrzuca tekst kulturalnie obsmarowujący ratowników, który zawiera stwierdzenie ich braku kompetencji, braku wiedzy z zakresu prawa i pytający czy ratownicy zaniechaliby interwencji w przypadku, gdyby poszkodowana była sama na ulicy ze swoim psem.

Gównoburza

Oczywiście wpis Koki, bo pisany z jej psiej perspektywy, obiegł całą psią blogosferę, a później zatoczył koło i przeleciał się jeszcze przez całą ratowniczą blogosferę za sprawą wpisu Grzegorza Nowaka na ratowniczy.net, który bardzo merytorycznie opisał swój punkt widzenia. Tak właściwie to podziękowałem mu w komentarzu, bo wyręczył mnie w pisaniu niemal takiego samego tekstu.

Ogólnie rzecz biorąc, obserwując ten cały teatrzyk mam właściwie tylko dwie myśli.

Myśl nr 1:

Reklama

Ratownicy wychodzą w tej dyskusji o wiele lepiej, bo starają się przedstawić swój punkt widzenia, który moim zdaniem jest całkowicie poprawny, podczas gdy obrońcy psów wylewają na nich mało merytoryczne pomyje.

Myśl nr 2:

Duty Calls

Moje stanowisko

Uważam, że w tym temacie mogę zająć dość obiektywne stanowisko, gdyż przez pięć lat swojego życia byłem członkiem nieformalnej rowerowej przedmedycznej drużyny ratunkowej obstawiającej cykliczne imprezy masowe. Mieliśmy szkolenia, pozoracje i sporo pracy w terenie. Oczywiście nie mogę się przyrównywać do jakiegokolwiek ratownika medycznego na co dzień jeżdżącego w karetce, ale powiedzmy, że temat liznąłem na tyle, by kłaniać się w pół i wyrazić swoje najwyższe poszanowanie dla ludzi wykonujących ten zawód.

Jestem świadomy jak trudna jest to praca zarówno fizycznie i psychicznie. Kto z was ładował nosze jezdne do karetki? Kto z was widział trupa? Kto z was udzielał pierwszej pomocy osobie bezdomnej śmierdzącej na kilometr albo osobie pod wpływem alkoholu lub innych używek?

Z kolei z psami, tematami około psimi, dogoterapeutycznymi i osobami niepełnosprawnymi też mam styczność i jestem świadom jak prawa osób niepełnosprawnych korzystających z pomocy psów asystujących są kompletnie zlewane i łamane. Kto z was spróbował spędzić cały dzień od pobudki do położenia się spać na wózku inwalidzkim lub z zawiązanymi oczami? Zachęcam do wycieczki na niewidzialną wystawę lub do ciemnej restauracji ? Takie symulacje bardzo otwierają oczy… Eeee… W sensie… Wiecie o co mi chodzi.

Wiem też jak wygląda typowe polskie schronisko. Znam też nasze polskie podejście do zwierząt, które tylko czasem, ze względu na skrajne zaniedbanie lub sadyzm, trafiają do mediów z nagłówkami „pies pogryzł dziecko” lub „bestialsko katował psa młotkiem”. Nie dziwię się, że osoby na co dzień pomagające zwierzakom są przewrażliwione na punkcie dobrostanu zwierząt skoro widują równie makabryczne rzeczy co ratownicy medyczni.

Żeby rozpatrzyć tę sytuację poprawnie, trzeba zrozumieć oba światy. Należy zrozumieć jak ryzykowną pracą jest praca ratownika medycznego i dlaczego reguła „zdechły ratownik to zły ratownik” jest tak istotna, a jednocześnie pojąć jak często osoby z psami asystującymi są dyskryminowane ze względu na widzimisię osób nieznających prawa.

Poniżej chciałby wymienić parę zagadnień, które pojawiły się we wcześniej wspomnianym wpisie „Koka i Ja” i się do nich ustosunkować.

Czy ratownicy mają prawo nakazać zamknięcie psa asystującego?

W Polsce często spotykamy się z sytuacją, gdzie osoba niepełnosprawna nie jest wpuszczana do restauracji z psem asystującym, co jest całkowicie niezgodne z ustawą z dnia 21 listopada 2008 r. o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, ustawy o podatkach i opłatach lokalnych oraz ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. 223, poz. 1463) według której osobie niepełnosprawnej nadaje się prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej wraz z psem asystującym, w szczególności do: budynków i ich otoczenia przeznaczonych na potrzeby administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, opieki zdrowotnej, opieki społecznej i socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym, świadczenia usług pocztowych lub telekomunikacyjnych oraz innych ogólnodostępnych budynków przeznaczonych do wykonywania podobnych funkcji, w tym także budynków biurowych i socjalnych.

Sytuację niewpuszczenia osoby niepełnosprawnej z psem asystującym do restauracji można przyrównać do absurdalnego stwierdzenia typu „może Pan wejść do naszej restauracji, ale rozrusznik serca musi Pan zostawić przy wejściu”.

Jednak prawo w sytuacjach wyjątkowych nieco różni się od prawa na co dzień. Ty, jako zwykły kierowca, nie możesz przejechać na czerwonym świetle, ale karetka na sygnale już tak.

Tak się właściwie składa, że ratownik na pierwszym miejscu ma chronić swoje zdrowie, bo w przeciwnym razie z jednego poszkodowanego wymagającego interwencji zrobi się dwóch. Na drugim miejscu jest ratowanie życia osoby poszkodowanej, a na trzecim wszystko inne – w tym Twój pies.

Jak do Twojego mieszkania wchodzą ratownicy i mówią, by zamknąć psa w pokoju, to zamiast wchodzić z nimi w dywagacje o psach asystujących, po prostu wykonaj polecenie. Wiesz dlaczego? Bo po pierwsze, Twoje mieszkanie nie jest miejscem publicznym, ale miejscem prywatnym, więc nie podlega ustawie, a po drugie, jeżeli już zapraszasz do swojego mieszkania służby ratownicze, które mają pomóc Tobie lub Twojemu bliskiemu, to działaj na ich zasadach, bo nie wykonywanie poleceń przekłada się tylko i wyłącznie na opóźnienie udzielenia pierwszej pomocy.

Uwierzcie mi, pies asystujący w tej sytuacji nie jest kompletnie potrzebny. Wszystko co pies asystujący może zrobić dla osoby niepełnosprawnej może też zrobić ratownik, ale wiele rzeczy, które potrafi zrobić ratownik pies nawet nie pojmie.

Ja nie widzę tutaj żadnego łamania prawa od strony ratowników. Widzę za to mamę Agnieszki opóźniającą interwencję medyczną dla swojej córki. Ja rozumiem, że częste napotykanie oporu od strony restauracji, urzędów, banków itd., które nie powinny robić Ci łaski ze wpuszczaniem psa asystującego do środka, może być na tyle upierdliwe, że w każdej osobie, która krzywo spojrzy na Twojego psa asystującego znajdujesz wroga. Jednak, czy interwencja medyczna w Twoim mieszkaniu jest właściwym momentem, aby dowodzić swoich „racji”? No chyba nie.

Psy asystujące nie mają agresji

Psy asystujące są psami specjalnie wyselekcjonowanymi z miotów hodowców, którzy nierzadko specjalizują się w hodowaniu psów asystujących. Pies z genetycznymi predyspozycjami do pełnienia takiej funkcji jest intensywnie szkolony do swojej przyszłej życiowej roli. Pies nie może wykazywać za grosz agresji, bo to go automatycznie dyskwalifikuje z programu.

Jednak to, że pies jest wyselekcjonowany, przeszkolony na wysokim poziomie, i z tego tytułu prawdopodobieństwo agresji podczas interwencji medycznej jest ekstremalnie znikome, to niestety nie jest bezwzględnie zerowe, więc po co kusić los?

Bardziej od pogryzienia prawdopodobne jest, że pies będzie przeszkadzał, bo nawet najlepiej wyszkolony pies raczej w intubowaniu, defibrylacji czy nakłuwaniu raczej nie pomoże. Oczywiście, bardzo prawdopodobne jest, że pies przeleży całą sytuację, bo umie pracować w dużych rozproszeniach, ale czy to naprawdę jest właściwy moment, aby testować posłuszeństwo psa i odporność na rozproszenia? Moim zdaniem nie.

Czy ratownicy nie podejdą do osoby poszkodowanej na ulicy, gdy jest przy niej pies?

Niektóre pytania, jakie zadała moderatorka fanpage’a głosem Koki, są trochę absurdalne, bo brzmią trochę tak jakby autorka była święcie przekonana, że ratownicy medyczni wręcz szukają wymówek by nie wykonywać swojej pracy.

Ufff! Nie musimy jej ratować, bo stoi przy niej pies! A tej też nie, bo stoi przy niej kot. A tu jest skórka od banana, na której potencjalnie możemy się poślizgnąć, więc według naszej reguły „zdrowie ratownika jest najważniejsze” wpierw poczekamy aż przyjedzie tutaj ZOM i to posprząta. Serio myślicie, że tak to wygląda?

Nie trzeba być ratownikiem, by się domyślić, że każda sytuacja jest nieco inna i na swój sposób wyjątkowa. Jeżeli pies jest przyjazny i spokojny, to można go wziąć i przywiązać do słupa na czas interwencji lub poprosić o przytrzymanie przez gapia, a po interwencji przekazać policji. Z kolei jeżeli pies jest skrajnie agresywny, to żaden ratownik nie będzie się do tego psa zbliżał.

Cieszmy się, że w Polsce nie rozwiązuje się takich problemów „The American Way” i nie pakuje się psu kulki w łeb z byle powodu. Przesadzam? Polecam fanpage Dogs Shot by Police.

Czy ratownicy mają prawo wywalić psa z karetki na ulicę?

Ratownicy nigdy nie wywalą psa z karetki na ulicę, ale to dlatego, że pies w karetce nie powinien się znaleźć. Nawet członkowie rodziny nie jeżdżą w karetkach z osobą poszkodowaną. Dlaczego pies miałby mieć większe uprawnienia? Pies by się tylko plątał pod nogami i mógłby ulec kontuzji. Po co?

Podsumanie

Histeria, wieszanie psów i publikowanie tego wszystkiego na internecie by zrobić zamęt pod pretekstem szukania odpowiedzi na pytania, było zupełnie niepotrzebne. Tego typu sprawy można załatwić na spokojnie wykonując parę telefonów, ale najwyraźniej nie każdemu się chce – lepiej zrobić gównoburzę.

Moim zdaniem wielu miłośników zwierząt, którzy komentowali wpis wypadło bardzo słabo w porównaniu z ratownikami. Widać, kto tu się zajmuje ratowaniem ludzkiego życia, a kto wszczynaniem afer z czapy.

Zgadzasz się z moją opinią? Podziel się swoją w komentarzu poniżej lub na fanpage’u!