– Niech Pani zabierze tego psa! – krzyknęła dziewczyna próbująca uchronić swojego pupila przed nieznanym czworonogiem.
– Ale on chce się tylko przywitać! – odpowiada kobieta niespiesznie idąc w kierunku sfrustrowanej dziewczyny.
– Nie widzi Pani, że mamy żółtą wstążkę? – pyta dziewczyna wskazując kawałek żółtego materiału przywiązanego do smyczy.
Kobieta spogląda na żółtą wstążkę i…

NIC! Wiecie dlaczego? Bo przeważnie osoby, które słyszały o The Yellow Dog Project, to właściciele psów, którzy są na tyle świadomi, że nie będą spuszczać swoich psów na inne bez wcześniejszego skonsultowania tego z właścicielem. Z kolei osoby, które mają takie rzeczy gdzieś, tak samo gdzieś mają jakiś projekt z żółtymi szmatkami przy smyczy.

Kiedyś myślałem, że The Yellow Dog Project to fajna inicjatywa, ale po przemyśleniu sprawy uznałem, że to wszystko powinno wyglądać odwrotnie. To szanowanie przestrzeni innych powinno być standardem, a jakiś ustalony symbol powinien być sygnałem zachęcającym do jakiegoś alternatywnego zachowania. Ale wiadomo – jest jak jest.

Wyobraźcie sobie projekt wprowadzający niebieską wstążkę. Jeżeli chcesz zrobić sesję treningową ze swoim psem w kontrolowanych rozproszeniach (czyli w pobliżu innego psa, który również będzie w tym momencie szkolony) to zakładasz niebieską wstążkę na smycz i szukasz innych osób, które mają niebieskie wstążki. Niebieska wstążka jest informacją, że inna osoba która wie o projekcie dostaje sygnał, że może podejść i umówić się na sesję treningową. Z kolei osoba, która o projekcie nic nie wie, po prostu przejdzie obok i nie ma z tym żadnego problemu.

Projekt żółtej wstążki zakłada, że wszyscy wiedzą co ona oznacza, ale to utopia.

A co Ty myślisz o żółtej wstążce? Podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej lub na fanpage’u!