Odcinek piąty „Zaklinacza psów” to odcinek interesujący głównie z tego powodu, że obydwa przedstawione w nim psy są dobrze oceniane przez właścicieli – są posłuszne, przywiązane do rodziny i tak dalej. Każdy z nich ma jednak swój problem, z którym opiekunowie nie potrafią sobie poradzić. To dosyć komfortowa sytuacja dla behawiorysty, gdyż jest na czym bazować: jest więź z opiekunami, są wyuczone komendy, jest koncentracja na przewodniku, zaufanie do niego i oczekiwanie od niego dobrych rzeczy. Teoretycznie wystarczyłoby więc przepracować tę jedną jedyną trudność, z którą boryka się rodzina i cieszyć się z radosnych i niekłopotliwych psów. Jak wyglądało to w wykonaniu Cesara Millana? Zobaczmy…

HARRY, pies atakujący poruszające się obiekty

Harry to mieszaniec owczarka niemieckiego, który w wieku 1,5 roku został zaadoptowany ze schroniska. Jak na potomka wszechstronnego psa pracującego przystało, Harry jest zwierzęciem czujnym i aktywnym. Jego właścicielki to dwie starsze panie, które bardzo go kochają, jednak ze względu na jego chęć ganiania rowerzystów, deskorolkarzy, samochodów i wszystkiego, co posiada koła, boją się zabierać go na spacery, sądząc, że nie udałoby się im go utrzymać. Martwią się nie tylko o zdrowie rowerzystów, ale też psa, który mógłby w amoku wpaść pod samochód. Oto reakcja Harrego na przejeżdżający rower:

s01e05img01

Możliwe przyczyny problemu

Próba gonienia ruchomych obiektów może mieć w wypadku Harrego co najmniej dwa źródła. Przede wszystkim instynkt pogoni to element łańcucha łowieckiego wilków, który został u psów utrwalony w procesie hodowlanym. Jest to więc naturalna reakcja psa, której powstrzymywania trzeba go nauczyć. Oprócz tego mamy tu swego rodzaju błędne koło: pies jest pobudliwy, więc nie chodzi na spacery, co z kolei sprawia, że jest bardziej pobudliwy – jego potrzeba ruchu jest niezaspokojona.

Problemem wydaje się też lękowa reakcja psa na ludzi przemieszczających się na pojazdach kołowych, której źródło leży prawdopodobnie w doświadczeniach psa, których nie znamy. Ważne wydaje mi się to, że pies istotnie próbuje zaatakować rowerzystów/rolkarzy/etc., ale obserwujemy sytuację kiedy jest na smyczy, a obiekty te w pewnej odległości. Harry jest bardzo pobudzony i zdecydowany na skok, jednak tylko wtedy, gdy czuje za sobą obecność opiekunek. Przypomina to psa biegającego wzdłuż płotu strzeżonej przez siebie posesji, który jednak traci pewność siebie, gdy otwiera się furtka. Harry skonfrontowany z rowerem w małej odległości okazuje raczej stres, niż agresję:

s01e05img02

Co można zrobić w tej sytuacji

Reklama

To, na czym zależy właścicielkom Harrego, to zmiana jego reakcji na pojazdy. Jest to ważne ze względu na bezpieczeństwo psa i otoczenia. Celem jest osiągnięcie u Harrego zrelaksowania i ignorowania ruchomych obiektów. Z pomocą mogłoby więc przyjść przeciwwarunkowanie, czyli wzmocnienie spokojnej reakcji na pojazdy, najlepiej poprzedzone solidną dawką ruchu. Może warto byłoby też zapytać weterynarza/dietetyka o właściwy skład karmy Harrego, gdyż wiadomo, że składniki odżywcze w pożywieniu przekładają się niekiedy na zachowanie.

Opiekunki powinny potrenować koncentrowanie uwagi psa na sobie, a następnie nagradzać go za ignorowanie przejeżdżających obiektów, stopniowo podnosząc poziom trudności. Na początek godne pochwały byłoby ignorowanie roweru z pewnej odległości lub roweru nieruchomego, tak, by oczekiwania nie przerosły możliwości zwierzęcia w danym momencie. Pomocny byłby też trening chodzenia przy nodze, skoro właścicielki boją się utraty kontroli nad Harrym. Przy odpowiednio długim i cierpliwym treningu, pies mógłby nie tylko nauczyć się spokoju w obecności rowerzystów, ale nawet skojarzyć ich z pozytywnymi doświadczeniami. Z pewnością nie ucierpiałaby jego więź z opiekunkami, ani zaufanie do nich. Nie należałoby się też obawiać wzrostu agresywności, lub wymknięcia się psa spod kontroli, przy odpowiednio powolnym stopniowaniu trudności stawianych przed psem zadań. Myślę więc, że metoda ta jest godna polecenia.

Co robi Cesar Millan?

Jego diagnoza brzmi: agresywny, „bardzo, bardzo niebezpieczny” pies i właścicielki, które nie wiedzą jak być przywódcami stada. Według Cesara pies się boi, WIĘC staje się agresywny, WIĘC dominuje. Taki łańcuch przyczynowo – skutkowy nie wydaje się uprawniony, zwłaszcza ze względu na pojęcie dominacji. Przejdźmy jednak do działań.

Millan bierze psa na łańcuszku zaciskowym i smyczy na pięciominutowy spacer, mający „wytworzyć relację z psem”. Harry nie wygląda na zachwyconego.
s01e05img03

W następnym kroku Millan dołącza do „procesu rehabilitacji psa” swoich synów i mówi, że uczy ich „spokojnej i asertywnej energii”, czymkolwiek ona jest (w dosłownym znaczeniu pojęcie asertywnej energii nie ma żadnego sensu). Wykorzystanie własnych dzieci uwiarygadnia działania Cesara – zarówno właścicielki psa, jak i telewidzowie są pewnie przekonani, że nie naraziłby potomków na niebezpieczeństwo. Niezły chwyt marketingowy. Trzeba jednak przyznać, że w pracy nad zachowaniami psa pomocnicy są przydatni, a często wręcz niezbędni. Plus dla Millana, że nie próbuje wszystkiego robić w pojedynkę.

Harry jest zmuszony najpierw do podążania przy rowerze (kontrolowany dławikiem), później zaś za deskorolką, na której jedzie Cesar. Następnie pies jest przytrzymywany przez Cesara, gdy jego syn jeździ na deskorolce. Mamy tu okazję zaobserwować sporo sygnałów uspokajających:

  • odwracanie się

s01e05img04

  • charakterystyczne oblizywanie nosa

s01e05img05

  • odsłanianie przednich zębów i podnoszenie przedniej łapy

s01e05img06

  • dyszenie i kładzenie uszu po sobie przez cały czas.

Cesar Millan „koryguje” (w praktyce: karci za lęk i niepewność!) psa łańcuszkiem:

s01e05img07

a następnie pokazuje właścicielkom jak kopać psa w pachwiny, mówiąc jednocześnie, że to nie przemoc, lecz przekierowanie uwagi psa (!):

s01e05img08

Cesar słusznie mówi właścicielce, że to co się stanie zależy od niej. Stwierdza też, że zahamowanie ekscytacji/pobudzenia psa powinno zapobiec agresji.

Wyposażone we wskazówki Millana opiekunki psa podejmują próbę spacerowania z Harrym w obecności deskorolkarza. Początkowo pies próbuje uciec od deskorolki, ale udaje mu się zachować jako taki spokój. Jednak w rękach drugiej z opiekunek, rzuca się w stronę Millana na desce. Atak w sytuacji uniemożliwionej ucieczki nie jest niczym zaskakującym.

Cesar przejmuje psa i prosi syna, by machał deską tuż przed nosem Harrego. Konfrontacja z bodźcem awersyjnym jest ulubioną metodą Zaklinacza. Cóż… Mimo, że Cesar ogłasza oczywistą prawdę, że terapia wymaga czasu i wielu ćwiczeń, jego działania nie przekonały mnie o ich słuszności i możliwych pozytywnych skutkach. Harry pojazdów boi się raczej bardziej, niż mniej, a właścicielki nie odzyskały kontroli, zyskały za to przekonanie, że szarpanie i kopanie psa to nie tylko właściwe, ale i JEDYNE dostępne środki. Trudno się z tym pogodzić.

BROOKS, pies obsesyjnie ganiający błyskotki.

Brooks to wymarzony przez właścicieli 5-letni entlebucher. Jako pies pasterski jest on dosyć żywiołowy, ale opiekunowie chwalą jego posłuszeństwo. Problem i jego przyczyna są w tym wypadku dokładnie znane: Brooks uwielbia ganiać światełka i cienie, gdyż brat właścicielki nauczył go w szczenięctwie zabawy ze światłem lasera poruszającym się po podłodze. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby Brooks nie był zafiksowany na polowaniu na światełkach w stopniu uniemożliwiającym mu normalne funkcjonowanie.

s01e05img09

Dostępne rozwiązanie pozytywne

Wygaszenie zachowania utrwalanego przez całe dotychczasowe życie psa nie jest zadaniem prostym. Tym bardziej, że „upolowanie” światełka jest dla Brooksa samo w sobie nagrodą. Nie jest to jednak niemożliwe. Podobnie jak w przypadku Harrego, opiekunom zależy na zmianie reakcji psa na określony bodziec (światełko). Na wygaszenie zachowania poprzez odebranie wzmocnień nie ma tu już wielkich szans (to nie właściciele kontrolują wzmocnienia, lecz sam pies), pozostaje jednak przeciwwarunkowanie i ochrona psa przed nudą. Brooks jest posłusznym psem, bardzo przywiązanym do właścicieli. Ma też duże zapotrzebowanie na ruch i ogólnie pojętą stymulację. Sądzę więc, że rozsądną receptą byłoby po pierwsze zapewnienie psu ciekawego zajęcia (właściciele mogliby zacząć z nim trenować jakiś psi sport, chociażby agility) przez sporą część dnia, a po drugie – nagradzanie za rezygnację z pogoni. W tym drugim przypadku ważna byłaby szybkość działania: warto przechwycić uwagę psa, zanim poświęci ją całą obiektowi „polowania”. Uwaga właścicieli, zabawa, smakołyki, możliwość pójścia na spacer mogłyby szybko okazać się dla Brooksa bardziej atrakcyjne od cieni i błysków. Poleciłabym też wyuczenie komendy „zostaw” i przećwiczenie jej na różnych obiektach i w różnych miejscach, by móc ją wykorzystać w odniesieniu do świateł.

Omówienie przypadku wg. Cesara Millana:

Diagnoza: pies z „czerwonej strefy” – całkowicie nie panujący nad sobą (warto tu nadmienić, że opiekunowie na spacery biorą go bez smyczy, a on podąża przy nodze!), dominujący. Według Cesara pies nauczył się, że może kontrolować otoczenie (bo decyduje o tym czy, kiedy i na co poluje). Uważam, że zdanie to jest przesadzone w sytuacji, w której pies nie sprawia żadnych innych problemów, poza obsesyjną zabawą, bardziej szkodzącą jemu samemu, niż otoczeniu. Millan ma rację twierdząc, że pies, który nie potrafi się uspokoić i jest ciągle nakręcony, nie jest szczęśliwy. Używa jednak określenia „neurotyczny”, mimo, że pojęcie to dotyczy w rzeczywistości cech osobowości, nie zaś wyuczonych działań. Mówi też, że obsesja i niepewność to właściwie to samo, tylko pierwsze czyni zwierzę silnym, a drugie – słabym. Jeśli teorie mające uzasadnić dalsze postępowanie mają być wyssane z palca, wolałabym, żeby zostały pominięte. Nikt nie odmawia Millanowi doświadczenia, jednak kreowanie się na uczonego teoretyka nie dodaje mu wiarygodności.
Słuszne jest jednak stwierdzenie, że pies powinien umieć się wyciszyć z pomocą właściciela.

Metoda Millana:

Cesar przede wszystkim wprowadza na spacerze smycz (oczywiście z łańcuszkiem zaciskowym – w końcu to jego znak firmowy). Działanie to nie jest złe – podczas treningu warto mieć jak największą kontrolę nad psem, jednak zwykła wygodna obroża byłaby w sam raz, zwłaszcza dla psa, który nie ciągnie – nie ma tu żadnego uzasadnienia użycia innych narzędzi. Mowa o konieczności odzyskania władzy też zdaje się tu zbędna demagogią. Sednem jest jednak pokazanie właścicielom, że powinni skupić uwagę psa na sobie (np. biegnąc), tak by Brooks podążał za nimi, a nie cieniami. Słuszna rada, jednak metoda oparta na samych korektach i braku nagród nie jest tak efektywna, jak mogłoby być działanie pozytywne, dlatego, że pies goniąc cienie zyskuje więcej, niż skupiając się na właścicielach.

Druga część terapii przebiega w domu. Tutaj pada trafna uwaga Millana, że łatwiej pracować z psem, który jest po spacerze i ma mniej energii. Samo działanie polega zaś na korygowaniu psa kolczatką zawsze, gdy spojrzy na światełko lasera. Celem jest przekierowanie uwagi psa na właścicieli, a poniższe ujęcie sugeruje, że cel został osiągnięty:

s01e05img10

Warto tu mieć jednak na uwadze kilka ważnych spraw.
Po pierwsze: czy warto zadawać ból, gdy istnieją inne metody (i Cesar wcale nie dowiódł, że są nieskuteczne, bo ich nawet nie spróbował)?
Po drugie: pies uczy się nie tylko tej jednej rzeczy, którą próbujemy mu w danym momencie przekazać, lecz znacznie więcej. Lepiej by kojarzył właścicieli, mieszkanie (i swoje określone zachowanie) z dobrymi rzeczami, niż złymi.
Po trzecie: umiejętne stosowanie kary jest trudne, a nawet jeśli się uda wyłapać „właściwy” moment, zadawanie bólu zawsze może prowadzić do wyuczenia lęków, a nawet agresji. Brooks ufa właścicielom i jest dosyć pewny siebie – prawdopodobnie tylko dzięki temu sytuacja nie wpędziła go w widoczny stres.

Podsumowując: wydaje się, że pies skojarzył, że patrzenie na światło lasera jest niepożądane, jednak nie ma takiej pewności. Powyższe zdjęcie można zinterpretować również w inny sposób: pies w obliczu nieprzyjemnego traktowania szuka wsparcia u właścicielki, z którą ma dobry kontakt.

Pomijając zaś wszystko inne: karcenie psa za zachowanie, którego się go wcześniej samemu nauczyło wydaje mi się nie w porządku.

  • aga

    Mam bardzo mieszane uczucia – z jednej strony, ogromnie podoba mi się ten blog i to, co tutaj robicie. Z drugiej, chyba zarzucę czytanie go z powodów zdrowotnych: nie służy mi frustracja, którą czuję, gdy czytam o cezarowych rewelacjach. Ten odcinek jest już szczytem; twierdzenie, że psy są agresywne i dominujące, bo jest z nimi jeden problem, po czym stosowanie brutalnych i prymitywnych metod w celu "naprawienia" tego problemu wydaje mi się tak potwornym barbarzyństwem, że wyć się chce.

  • Zachęcam do przeczytania kolejnego wpisu, który pojawi się w najbliższą sobotę. Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że Cesar w szóstym odcinku zastosował pozytywną metodę szkolenia!

  • Trudno się z Tobą, Aga, nie zgodzić. Czasami cierpię oglądając kolejne odcinki. Ale mam resztki wiary, że warto rozmawiać.

  • Magda, strasznie mi się podoba Twój styl pisania.

  • Dzięki :)

  • Kiedyś miałam problem z moim owczarkiem niemieckim o podobnym podłożu co Harry, tyle, że agresja była skierowana do psów. Trudno było mi jednak wykryć źródło i szczerze mówiąc nadal nie za bardzo jestem pewna skąd to sie wzięło (psa mam od szczeniaka). Dużo czytałam, głównie o pozytywnych metodach. Oczywiście na Cesara też trafiłam, ale jedyne co odważyłam się wykorzystać to głupie tykanie palcami, na które mój pies nie reagował (może źle to robiłam, nie wiem, ale inaczej bałabym się, że zrobię mu krzywdę…). Ostatecznie dzięki książką, m.in. Turid Rugaas, doszłam do podłoża – lękliwości mojego psa; później wywnioskowałam również skąd się ona bierze – ode mnie (wcześniej dziwiło mnie jego spokojne zachowanie na zawodach sportowych lub w niektórych przypadkach) . W końcu wiedziałam jak się za to wszystko zabrać. Gdy było to możliwe to spuszczałam psa (tak, spuszczałam. Wydawać by się mogło, że czyn bardzo ryzykowny) co dawało mi pewność, że mój pies się nie rzuci. Później udawało mi się to również na smyczy, gdy ja podczas kontaktu Nero z innym psem po prostu odwracałam się tyłem.
    Teraz nie boję się umawiać na spacery z innymi psiarzami, nie boję się spuścić Nero. Mam pewność, że nic złego się nie wydarzy a upewniając siebie niemal zlikwidowałam problem, który od mojej niepewności się wziął. Teraz kłopot sprawia mi jedynie skupienie psa przy innych przedstawicielach jego gatunku, ale to już problem wychodzący bezpośrednio z braku konsekwencji ;)

    I tą długą i nudną opowieścią dochodzę do tego, iż nie warto oglądać Cesara, a jak najbardziej warto czytać ten blog ;)

    Ogólnie świetny blog, rewelacyjnie rozpracowane wszystkie przypadki pokazane w tym programie.

  • W końcu ktoś tu gada z sensem! Witajcie fajni ludzie. Sama pracuje z psami nad ludzmi, ale czasami potrzeba posłuchać/poczytać kogoś kto wie co w trawie piszczy i nie walić głową w mur. :)

  • Dlaczego przestaliście prowadzic bloga?:(

  • Z dwóch powodów. Po pierwsze sporo hejtu ze strony wyznawców Cesara, którymi polemika nie ma sensu. Po drugie mały wpływ na dobrostan psów w Polsce.

    Każde z nas zajęło się psami na swój sposób.

    Zapraszam na stronę http://www.pozytywnypies.pl gdzie bloguję do tej pory.